Proszę Państwa,
mój kolega z Polski przysłał mi kilka zdjęć.
To na tyłach Biedronki przy ul. Łopuszańskiej 22 w Warszawie
Tych zdjęć ma dużo więcej z różnych dni.
Warzywa, owoce itp.
Nie jestem wstrząśnięta. Po prostu popłakałam się. Popłakałam się tak jak każdy człowiek z bezsilności. Doceniam wartość i znaczenie chleba, żywności, ale widok przy Biedronce worków z bułkami, warzywami to coś, co rozdziera serce. Pomyślałam o tylu ludziach, którzy dziś pójdą spać głodni, o dzieciach marzących o świeżym pieczywie, podczas gdy dobre jedzenie ląduje w śmieciach. To nie tylko marnotrawstwo – to symbol tego, jak bardzo nasz system jest niedoskonały. Przecież można by to rozdać potrzebującym, przekazać do jadłodzielni czy schronisk. Zamiast tego, kolejny dzień kończy się wyrzuceniem jedzenia, które mogłoby nakarmić wielu.
Jest też P.S.
Poprosiłam, aby kolega poszedł zapytać co się dzieje do Szefostwa tej placówki. Okazuje się (w tej placówce jak i pozostałych nie tylko z tej sieci, że 3/4 pracowników pochodzi z Ukrainy), że jedna z Pań Polek jakie się jeszcze ostały powiedziała, iż do placówki przyjeżdżają 2-3 Fundacje czasami zabierają pieczywo – chleb, ale przeważnie nie jest to „towar potrzebny”, raczej wędliny i inne wyroby, których daty do spożycia są na finiszu… Te domyślam się przydadzą w jakiejś „gastronomii” itp. To takie subiektywne odczucie.
Więc jest jak jest.





